Śladem Polaków – Wanda – polska miejscowość w Argentynie

Misiones to jedna z 23 prowincji Argentyny, położona w północno-wschodniej części kraju. Prowincja ta jest otoczona przez trzy duże rzeki: Paraná, Urugwaj i Iguaçu. Graniczy z Paragwajem od północnego zachodu oraz Brazylią od północnego wschodu. Panuje tu klimat podzwrotnikowy, co czyni z Misiones jedną z najbardziej wilgotnych prowincji w Argentynie. To tutaj znajduje się miejscowość Wanda, założona przez emigrantów z Polski i nazwana na cześć legendarnej księżniczki lub jak mówią inni na cześć jednej z córek Piłsudskiego.

Emigracja do Argentyny ożywiła się po upadku powstania styczniowego (1864-1890). Znaczny jej procent stanowiła inteligencja (głównie z Kongresówki), w szeregach której można było spotkać wielu późniejszych żołnierzy wojska argentyńskiego, naukowców, profesorów, inżynierów i lekarzy.
Od 1890 roku tysiące ludzi emigrowały do Argentyny. Po przybyciu na miejsce najczęściej rzeczywistość okazywała się zupełnie inna niż ta, którą obiecywały niemieckie agencje odpowiedzialne za przewóz. Duże miasta takie jak Buenos Aires, Cordoba, Mendoza, San Juan czy Santa Fé szybko „zatykały się” ilością napływających ludzi.

Gdy po pierwszej wojnie światowej powstało niepodległe państwo polskie, rząd powołał do życia „La compania colonisadora del Norte”, która miała zająć się racjonalnym rozdziałem ziemi i założeniem nowych kolonii. Niestety, kompania nie pracowała tak jak powinna a jej majątek został zdefraudowany. W efekcie powstały tylko dwie kolonie: Wanda i Polana.

Wanda powstała w 1936 roku (na fali tzw. drugiej emigracji 1920-1939, trzecia emigracja datowana jest na lata 1946-1950), ale jej historia rozpoczęła się już w 1933 roku, kiedy przybyli tu pierwsi Polacy, uciekający przed drugą wojną światową.

 

Nowy dom w rajskim klimacie był obietnicą lepszego życia. Po długiej podróży z europy emigrantów czekała jeszcze przeprawa małym statkiem w górę rzeki Parana. Nie wiedzieli wtedy, że to nie tylko najszybsza, ale też jedyna droga na dziką północ kraju. Celem ich podróży było pogranicze Argentyny, Paragwaju i Brazylii, zamieszkałe tylko przez nielicznych potomków indian Guarani. Porośnięte dżunglą dorzecze Parany miało swe ujście w olbrzymich wodospadach Iguazu, rozsławionych 40 lat później przez film Rolanda Joffé pt. „Misja” z Jeremym Ironsem i Robertem de Niro.

Kiedy wreszcie dotarli do brzegów obecnej Wandy, ich oczom ukazała się czerwona ziemia. Obiecane 25 hektarów. Dziewicza puszcza, bez żadnej infrastruktury dookoła. Na wykarczowanych terenach najpierw budowało się wspólne baraki, w których mieszkało po kilka rodzin. W miarę upływu czasu dżungla ustępowała miejsca gospodarstwom.

Pierwszym administratorem kolonii był José Orlikowski, a dyrektorem Juan Sikora. Wśród pierwszych polskich osadników znalazły się rodziny: Kotur, Jeleń, Grudniewski, Wiesa i Cieslar. Na początku lat 40 zebrała się komisja ds. budowy kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej. Juan Dzwoner i Francisco Firka przekazali część swoich działek, tzw. chacras. Dzięki ofiarności wielu Polaków z Wandy wybudowano kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Pierwsza msza została odprawiona w 1945 roku.

Od czasu do czasu zdarzały się też na tym pustkowiu napady i rabunki. W tamtym czasie zwyczajem było, że gdy do siedlisk zbliżali się nieznani goście, klaskali w dłonie, aby zaświadczyć o swoich pokojowych zamiarach i udowodnić, że w rękach nie mają broni. Ten zwyczaj istnieje po dziś dzień.

W Wandzie wylądowaliśmy trochę przypadkiem. Jadąc już autobusem z Puerto Iguazu zaproponowałem wysiąść i zobaczyć jak wygląda miejscowość o której trochę wcześniej czytałem… no dobra, czytała Asia, nie ja, ale ja słuchałem uważnie. Ehh no może nie uważnie ale byłem i tak ciekaw tego co zobaczę. Gdy wysiedliśmy z autobusu oczom ukazał się nam skromny dworzec i ..tyle. Razem z nami z autokaru wysiadła argentyńska zakonnica. Zaproponowałem żeby zapytać ją o tutejszą polonie i udało się. Zabrała nas do pobliskiej mieściny Libertad gdzie rezydują od kilkunastu lat ojcowie Bernardyni. Odprawiają oni mszę świętą w języku polskim w kaplicy Matki Boskiej w Wandzie oraz organizują zebrania i spotkania. Nas przywitał w języku polskim ojciec Florencjusz. Wielkie dzięki za pomoc! 🙂 

Społeczność polska przy pomocy miejscowych władz kilka lat temu utworzyła w Wandzie Muzeum Regionalne poświęcone Polakom, którzy zakładali tę miejscowość. Znajdują się tu narzędzia rolnicze używane przez polskich osadników – część z nich jest przywieziona jeszcze z Polski. Nie brakuje również starych płyt, maszyn do pisania, książek, zdjęć, gramofonów, telefonów… a nawet wozów konnych. Do „Częstochowy” weszliśmy dzięki rodzinie Jeleń, która opiekuje się kościołem. Rozmawialiśmy tam z potomkinią budowniczych tego miejsca… a wiecie o czym rozmawialiśmy? O tym jak zrobić barszcz czerwony, rosół i co się je w Polsce.

Można by pomyśleć że ludzie przebywający tak długo i daleko od „domu” poruszą tematy kultury, polityki czy pracy tymczasem często zapominamy, że tak prozaiczne rzeczy jak zupa mogą być najbliższym nam wspomnieniem za ojczyzną.

Na ulicach Wandy i okolicznych miejscowości słychać jeszcze czasem polskie zwroty i swojsko brzmiące nazwiska. W centrum miasteczka leży plac Republiki Polskiej, a ulice noszą nazwy. Gdy odwiedziliśmy malutki sklepik w Libertad, młody chłopak – sprzedawca słysząc język polski pobiegał na zaplecze i przytaszczył olbrzymi stary atlas. Otworzył na mapie Polski i wskazując palcem ręki wymówił swoje…polskie nazwisko.
Niestety nasza rozmowa urwała się dosyć szybko z powodu ograniczeń językowych. Jednak cały czas mam w głowie uradowaną minę mocno opalonego Argentyńczyka, i jego palca wskazującego starą okurzoną mapę.

W Argentynie mało kto wie o polskich śladach w tej części kraju, a Wanda kojarzona jest raczej z okoliczną kopalnią. Wydobywane są tam kryształy górskie; ametysty i agaty. Za odkrycie złóż odpowiadają …Polacy.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*